Kobieta ta swoją urodą podbiła cały świat. Jej talent sprawił, że pojawiła się na scenach i ekranach w Europie, a nawet w USA. Jednak porzuciła to wszystko i ostatecznie prawdziwie szczęśliwa stała się dopiero wtedy, gdy przekwalifikowała się na pielęgniarkę. Kobieta ta nazywała się Alicja Bobrowska. Z poniższego artykułu na krakowskiye.eu dowiesz się więcej o fascynującej historii życia tej kobiety i o tym, jak Miss Polonia z 1958 roku jest związana z Krakowem.
Alicja Bobrowska i Ukraina
Alicja Bobrowska urodziła się 8 stycznia 1936 roku w Ukrainie, w mieście Wołodymyr w obwodzie wołyńskim. Od dzieciństwa dorastała jako zaskakująco piękna dziewczyna, więc często słyszała, jak ludzie mówią jej, że z taką urodą powinna zostać aktorką.
Wielu przyjaciół Alicji tak mówiło, ale nie jej rodzice, którzy chcieli, aby ich córka została lekarzem. Jednak o ścieżce, którą Bobrowska wybrała, porozmawiamy później, a teraz powróćmy do jej pobytu w Ukrainie.
Alicja nie mieszkała długo na Wołyniu: kiedy miała 9 lat, wraz z rodziną przeprowadziła się z Wołodymyra. Powody tej decyzji nie są znane, ale można przypuszczać, że Bobrowscy, którzy z urodzenia byli Polakami, zdecydowali, że w okresie powojennej odbudowy lepiej będzie pozostać w ojczyźnie. Tak więc w 1945 r. rodzina przeniosła się do Polski.
Alicja Bobrowska i Kraków

Rodzina Bobrowskich osiedliła się w Gdańsku. Tam Alicja ukończyła szkołę średnią, po czym miała dostać się na studia wyższe, a ponieważ w tym czasie zdecydowała, że nie interesuje jej medycyna, postanowiła zrealizować swoje dziecięce marzenie o zostaniu zawodową aktorką.
Aby to osiągnąć, Alicja decyduje się na przeprowadzkę. Znowu. Tak oto życie przywiodło ją do Krakowa, gdzie dostała się do Wyższej Szkoły Teatralnej im. Ludwika Solskiego (od 2017 roku uczelnia nosi nazwę Akademii Sztuk Teatralnych im. Stanisława Wyspiańskiego). Z Krakowem łączy Bobrowską szczególna więź. Do tego stopnia, że uważała to miasto za swoją drugą po Wołodymyrze małą ojczyznę. Trudno się zresztą temu dziwić, bo to właśnie tam Alicja zaczęła spełniać swoje marzenia, tam poznała swoją miłość, przyszłego męża Stanisława Zaczyka, i tam po raz pierwszy urzekło ją piękno miasta. Choć wszyscy jej znajomi od dziecka mówili o jej urodzie, oficjalnie za najpiękniejszą studentkę uznano ją dopiero w Krakowie. Nawiasem mówiąc, stało się to w 1956 roku.
Swą urodą podbiła nie tylko Kraków, ale i cały świat
Zwycięstwo Bobrowskiej nie skończyło się jednak na uczelnianym konkursie piękności. Rok później, w 1957 roku, zdobyła tytuł Wicemiss Wybrzeża. Na tym Alicja chciała poprzestać, argumentując, że ma już dość takich konkursów i że nadszedł czas, aby wrócić na studia. Jednak rodzina dziewczyny, będąc świadkami jej urzekającego sukcesu, namówiła Bobrowską do spróbowania swoich sił w kolejnym, ogólnopolskim konkursie Miss Polonia.

Wtedy, w 1957 roku, odbył się on po raz pierwszy od czasu zakończenia II wojny światowej. Jak mówiła później sama Alicja, mimo że przygotowania i same zawody nie były łatwe, wspomina je z sentymentem. Jedyna trudność polegała na tym, że ówczesny poziom organizacji tego typu imprez nie mógł się równać z obecnym: uczestniczki musiały same przygotować sobie stroje do występów, tj. kostium kąpielowy i suknię wieczorową; nigdy nie słyszały o próbach — były maksymalnie dwie, a żeby przygotować kilkadziesiąt dziewcząt do wyjścia na scenę, przydzielono im tylko jednego fryzjera. Jednak te negatywne aspekty przyćmiewają miłe wspomnienia.
Dziewczyna po raz kolejny okazała się najlepsza w konkursie piękności. Po latach w jednym z wywiadów wspominała, że w wygranej pomogła jej nauka w krakowskiej szkole, bo w przeciwieństwie do innych, znała scenę od podszewki i podczas konkursu czuła się swobodnie. Pomogło też humanitarne wykształcenie — na pytanie, kto był najwybitniejszym poetą w Polsce lub który polski artysta najczęściej rysował konie, odpowiadała jurorom z łatwością.
Tym samym, stając się pierwszą powojenną Miss Polonia, dziewczyna automatycznie zakwalifikowała się do udziału w Miss Universe. Nie otrzymała jednak oficjalnego zaproszenia ze Stanów Zjednoczonych, nie miała też dodatkowych pieniędzy na bilet, więc wszyscy jej znajomi, w tym sama Alicja, myśleli, że historia Bobrowskiej z branżą piękności zakończy się wraz z jej zwycięstwem w 1957 roku. Tak się jednak nie stało i na konkurs do Ameryki Bobrowska pojechała. Nie obyło się jednak bez pomocy dziennikarza, który wsparł Alicję finansowo i kupił jej bilet do USA.
Tradycyjne występy w kostiumie kąpielowym, stroju ludowym (notabene Bobrowska miała na sobie strój krakowski) i sukni wieczorowej pozwoliły Polce dostać się do pierwszej piętnastki Miss Universe. Natomiast jej legendarne przemówienie, które zakończyła zdaniem „God bless America and Poland too”, pomogło jej zdobyć tytuł czwartej wicemiss Universe, a także przychylność jednego z członków jury.

Powrót do aktorstwa
Przedstawiciel MaxFactor, który był jednym z jurorów, zaproponował zaskakująco pięknej uczestniczce roczny kontrakt na zostanie twarzą marki. Wydawałoby się, co tu myśleć? Oczywiście umowa, a potem magiczna przyszłość w Ameryce. Jednak Alicja Bobrowska odmówiła. Po pierwsze, z miłości: w domu w Krakowie czekał na nią narzeczony, polski aktor Stanisław Zaczyk.
Zdawała sobie sprawę, że ich związek na odległość będzie skazany na porażkę, więc szala przechyliła się na korzyść uczuć, a nie pracy. A po drugie, wciąż marzyła o tym, by zostać aktorką. Alicja wiedziała, że po powrocie do Krakowa wróci na scenę. I tak też się stało. Po powrocie do kraju Bobrowska grała w teatrze, pracowała jako konferansjerka, a w 1961 roku zadebiutowała w kinie.
Alicja Bobrowska jako aktorka filmowa
Pierwszym filmem, w którym zagrała Alicja, była „Historia współczesna”. Jako aktorka, Bobrowska wywarła bardzo dobre wrażenie na reżyserach, więc kiedy film został wydany na dużym ekranie, kontynuowali z nią współpracę. Po „Historii współczesnej” grała w filmach „Małżeństwo z rozsądku” i „Paryż-Warszawa bez wizy”.

Zarówno ekipa pracująca nad filmem, jak i widzowie, którzy zobaczyli efekt końcowy, byli zachwyceni rolą Anny, żony Kwileckiego, w którą wcieliła się Alicja. Zachwyceni do tego stopnia, że rola ta nazywana jest najsłynniejszą postacią, w jaką kiedykolwiek wcieliła się krakowianka.
Niestety, nie wszyscy podzielali zachwyt nad występem Alicji w filmie. Najgorsze było to, że jej samej się to nie podobało. Kiedy więc w końcu zrozumiała, że aktorstwo nie jest już dla niej, w 1974 roku Bobrowska wystąpiła w swoim ostatnim filmie i nigdy już do tego nie wróciła.
Przeprowadzka do USA

W 1981 roku Alicja Bobrowska znów się przeprowadziła. Tym razem decyzję tę poprzedził rozwód ze Stanisławem Zaczykiem, dla którego kilka lat wcześniej zrezygnowała z możliwości budowania kariery w Stanach Zjednoczonych. Ale, jak to się mówi, któż to wiedział… Gdy Bobrowska rozstała się z mężem i pracą, a jej syn dorósł i ożenił się, Alicji nic już nie trzymało w Polsce i wtedy to postanowiła przeprowadzić się do Stanów Zjednoczonych.
Początkowo miały to być tylko odwiedziny u znajomych, ale ostatecznie zamieszkała w Kalifornii. Bobrowska nigdy nie wróciła tam do aktorstwa, ale to właśnie w Ameryce spełniła marzenie swoich rodziców o zostaniu pielęgniarką. W USA przez 17 lat pracowała z pacjentami chorymi na raka i jako wolontariuszka opiekowała się dziećmi z Polski na oddziale intensywnej terapii, które przybywały na operacje do słynnego amerykańskiego profesora Borata. Co zaskakujące, to właśnie ta praca uczyniła ją naprawdę szczęśliwą:
„Pomaganie chorym ludziom sprawiało, że czułam się potrzebna” — przyznała w jednym z wywiadów Alicja Bobrowska.