Polski teatr pierwszej połowy XX wieku miał wielu twórców, którzy pragnęli uczynić scenę nie tylko sztuką, ale i przestrzenią duchową. Wśród nich szczególne miejsce zajmuje Juliusz Osterwa – aktor, reżyser i reformator, dla którego teatr był misją. „Bóg stworzył teatr dla tych, którym kościoła nie starczy” – mawiał, a to zdanie stało się kluczem do zrozumienia jego całej twórczości. Założyciel legendarnej „Reduty” marzył o odkryciu „polskiego oblicza teatru”, wychowaniu pokolenia artystów oddanych sprawie. Był człowiekiem sceny: aktorem i pedagogiem, reżyserem i organizatorem, myślicielem i apostołem teatru. Nie pisał sztuk ani nie tworzył muzyki, ale potrafił inspirować innych tak, że z jego idei narodził się potężny ruch służenia teatrowi, pisze krakowskiye.eu.
Sierota, który stał się legendą

Juliusz Osterwa, którego prawdziwe imię brzmiało Julian Maluszek, urodził się w czerwcu 1885 roku w Krakowie, w rodzinie skromnego dozorcy magistratu Franciszka i akuszerki Katarzyny Wiśniowskiej. Jego dzieciństwo nie było naznaczone luksusem – wręcz przeciwnie, chłopiec dorastał w ubóstwie, wcześnie stracił rodziców i długo wędrował między krewnymi w poszukiwaniu schronienia. Choć plotki przypisywały mu szlacheckie pochodzenie, prawdziwym bogactwem Juliana był jego talent i nieustępliwość.
Chłopak uczył się w słynnym krakowskim Gimnazjum św. Anny, ale z powodu braku funduszy musiał je opuścić. We wrześniu 1904 roku dołączył do krakowskiego Teatru Ludowego, gdzie już po miesiącu zadebiutował w roli Jańca w sztuce „Jojne Firułkes”. Właśnie wtedy narodziło się jego sceniczne imię – Juliusz Osterwa, zaproponowane przez przyjaciela Leona Schillera. Według legendy, pseudonim pochodzi od nazwy tatrzańskiego szczytu Osterwa – symbolu duchowej wysokości, do której dążył młody aktor.
Pierwsze kroki ku wielkiej scenie

W następnym sezonie zaprosił go do Teatru Miejskiego w Krakowie sam Ludwik Solski – żywa legenda polskiej sceny. Tam Osterwa trafił do środowiska przyszłych tytanów teatru: Józefa Węgrzyna, Marii Dulębianki, Stefana Jaracza. Szybko stał się częścią krakowskiej bohemy, zasłynął jako błyskotliwy parodysta w kabarecie „Zielony Balonik”, ale jednocześnie poszukiwał głębokiego sensu w sztuce teatralnej. Następnie młody aktor przeniósł się do Poznania, aby spróbować swoich sił jako reżyser. Dzięki znajomości z rodziną Czartoryskich wszedł do kręgu polskiej arystokracji, co umożliwiło mu podróżowanie po Europie. W latach 1907–1909 Juliusz występował w Teatrze Wileńskim, odwiedził Niemcy, Włochy, Szwajcarię, Grecję, był w Konstantynopolu i Odessie.
Te podróże stały się dla niego nie tylko szkołą stylu, ale i lekcją duchowego doświadczenia – Osterwa uczył się postrzegać teatr jako uniwersalny język kultury. W 1910 roku Warszawa otworzyła dla niego nowy rozdział twórczy. Grając w farsowej trupie Ludwika Sławińskiego, Osterwa szybko zdobył miłość publiczności jako wykonawca ról lirycznych młodzieńców i romantycznych uwodzicieli. Jego rola księcia Reichstadtu, którą zagrał w 1912 roku, przyniosła mu ogólnopolskie uznanie. Odtąd Juliusz Osterwa stał się jednym z najjaśniejszych i najlepiej opłacanych aktorów w Polsce.
Teatr jako świątynia duszy

Szczególnym okresem w twórczości Juliusza było doświadczenie w krakowskim teatrze „Bagatela” w latach 1910–1912. To właśnie tam mógł umocnić swój talent i ukształtować własny styl aktorski. Odrzucając manieryzm i przesadne gesty, Osterwa szukał na scenie precyzyjnej, żywej, poetyckiej gry. I to mu się udało. Aktor szukał też prawdy w sztuce, czego wynikiem była jego przełomowa w 1915 roku inscenizacja „Wesela” Stanisława Wyspiańskiego.
Kiedy wybuchła I wojna światowa, los rzucił Juliusza aż do Samary, a później do Moskwy. Lecz nawet na wygnaniu pozostał wierny teatrowi: wystawiał polskie sztuki, m.in. „Jasełkę” Lucjana Rydla, „Wesele” Wyspiańskiego, „Bolesława Śmiałego”. Teatr stał się dla niego sposobem na zachowanie ducha narodowego na obcej ziemi, dowodem na to, że sztuka może przetrwać nawet w najtrudniejszych czasach. W Moskwie Juliusz Osterwa poznał wybitnych reformatorów teatru – Konstantina Stanisławskiego i Aleksandra Tairowa. Widział, jak w ich spektaklach aktorzy nie tylko grali role, ale szukali prawdy. Właśnie wtedy Osterwa uświadomił sobie, że prawdziwy teatr ma nie tylko bawić, ale i duchowo zmieniać ludzi.
W poszukiwaniu twórczego „ja”

W 1916 roku Juliusz przeniósł się do Kijowa, gdzie objął kierownictwo Teatru Polskiego. Wystawił tam dziesiątki spektakli: od wesołych komedii po dramaty Słowackiego, Wyspiańskiego i Żeromskiego. Grał główne role, a jego styl aktorski stał się wyważony, trafny, poetycki. Artysta potrafił wypowiadać nawet najtrudniejsze teksty tak prosto i szczerze, że widzowie mu wierzyli. W 1918 roku Osterwa wrócił do Warszawy. Pracował w Teatrze Polskim i Małym, reżyserował spektakle i sam wychodził na scenę. Lecz mimo sukcesu i uznania, czuł, że teatr powinien być czymś więcej. Juliusz pragnął stworzyć scenę, gdzie aktorzy pracowaliby nie dla sławy czy pieniędzy, ale z miłości do sztuki.
Tak narodziła się „Reduta” – teatr-laboratorium, który stał się legendą. Osterwa założył go w 1919 roku, a premiera – sztuka Stefana Żeromskiego „Nad śniegiem” – otworzyła nową kartę polskiej kultury. Razem z przyjacielem i krytykiem Mieczysławem Limanowskim Juliusz stworzył niezwykły teatr swoich marzeń. Dużo tam czytano, rozbierano teksty, szukano sensów, a następnie wcielano to wszystko na scenie.
Szkoła oddanych artystów

„Reduta” była nie tylko teatrem, ale i wspólnotą, gdzie wszyscy pracowali z oddaniem i uczciwością. Próby trwały godzinami, a każdy spektakl zamieniał się w święto ducha. Teatr wystawiał tylko polskie sztuki, aby ukazać prawdziwe „oblicze Polski” – jej język, charakter, siłę. Spektakl „Arlekin” w wykonaniu Juliusza Osterwy, który ten wystawił w 1919 roku, krytycy uważają za jego najsłynniejszą inscenizację. Reżyser połączył w sztuce commedia dell’arte z własnym eksperymentem aktorskim, demonstrując subtelną maestrię mimiki, ruchu i żywej improwizacji. Spektakl ten stał się symbolem jego innowacyjnego podejścia do teatru, w którym scena przekształciła się w żywy organizm, a aktor – w nauczyciela i przewodnika po świecie emocji i gry.
W 1923 roku za swoją pracę Osterwa otrzymał Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski. Następnie jego teatr podróżował po kraju, aktorzy przemieszczali się w specjalnych wagonach kolejowych wraz z dekoracjami, występując w dużych i małych miastach. W 1925 roku „Reduta” osiedliła się w Wilnie. Tam Osterwa ponownie wystawił „Wyzwolenie” Wyspiańskiego, a później, pod gołym niebem – „Księcia Niezłomnego”. Widzowie byli zachwyceni, sprawiało to wrażenie, jakby przed nimi nie była scena, a żywe wydarzenia historyczne.
Scena, na której żyła polska dusza

Po kilku latach wędrówek teatr powrócił do Warszawy. Tak powstała „Trzecia Reduta” – nowy etap życia słynnego reżysera. Sam Osterwa kontynuował grę w Teatrze Narodowym, gdzie zachwycił wszystkich rolą Don Carlosa w tragedii Schillera. W 1932 roku pan Juliusz został dyrektorem Teatru im. Słowackiego w Krakowie. Marzył o stworzeniu sceny, na której rozbrzmiewałby przede wszystkim język polski i czuć było polską duszę.
W repertuarze znalazły się zarówno klasyczne, jak i współczesne sztuki: „Fantazy” Słowackiego, „Sułkowski” Żeromskiego, odnowione inscenizacje „Wesela”, „Wyzwolenia” i „Księcia Niezłomnego”. Nie odmawiał również światowej klasyki. Lecz po pewnym czasie pan Juliusz rozczarował się zasadami teatralnymi i w 1935 roku opuścił stanowisko dyrektora. Jednak jego wkład w kulturę narodową nie mógł pozostać niezauważony. W 1936 roku reżyser otrzymał honorowe wyróżnienie za miłość i oddanie polskiej dramaturgii – Złoty Wawrzyn Akademicki od Polskiej Akademii Literatury.
Scena w czasie wojny

Kiedy wybuchła II wojna światowa, Osterwa pozostał w Krakowie. Nie występował na dużych scenach, ale kontynuował służbę teatrowi. Brał udział w tajnych wieczorach poezji, czytał teksty, które podtrzymywały ducha i wiarę ludzi. Pracował nad ideą nowych bractw teatralnych, marząc o teatrze, który stanie się moralnym schronieniem dla narodu. Pomagał katolickiej organizacji podziemnej „Unia”, wykładał sztukę wymowy w seminariach, tworzył nowe inscenizacje „Antygony” Sofoklesa i „Hamleta” Szekspira.
Po wojnie, już ciężko chory, pan Juliusz mimo wszystko wrócił na scenę. W lutym 1945 roku otworzył odnowiony teatr w Krakowie premierą ulubionej sztuki Stefana Żeromskiego „Uciekła mi przepióreczka”, w której sam zagrał główną rolę. Następnie wystawił „Fantazego” w Teatrze Wojska Polskiego w Łodzi. Jesienią 1946 roku Osterwa ponownie objął kierownictwo Teatru Słowackiego i został dyrektorem Państwowej Szkoły Dramatycznej w Krakowie. W tym samym roku otrzymał Złoty Krzyż Zasługi – ostatnią znaczącą nagrodę swojego życia.
Wieczny ślad w Krakowie

Ostatni spektakl słynnego reżysera – „Fantazy” Słowackiego – odbył się w listopadzie 1946 roku. Był to jego pożegnalny ukłon w stronę teatru, który kochał ponad wszystko. Juliusz Osterwa odszedł z życia w maju 1947 roku w Warszawie. Pochowano go jednak w Krakowie, który tak ukochał, na cmentarzu Salwator. Nabożeństwo żałobne odprawiono w warszawskim kościele Świętego Krzyża.
Tak zakończyło się życie człowieka, dla którego teatr był nie sceną, a drogą – do Boga, prawdy, ludzi. W Krakowie wybitnego twórcę przypomina tablica pamiątkowa na kamienicy przy ulicy Pijarskiej, gdzie kiedyś mieszkał. W 1949 roku na cześć Juliusza Osterwy nazwano teatr w Lublinie, aby uwiecznić jego ideę „Reduty” – sceny jako miejsca duchowej służby, wychowania aktorów i zachowania polskiej kultury. Stało się to uznaniem roli Juliusza Osterwy jako reformatora, który udowodnił, że teatr jest prawdziwą sztuką dla duszy.